Cały ja .. smutki i radości .. życie
piątek, 13 kwietnia 2012
[...] wynik, wynik... Jaki jest wynik?

 "Plus i minus, plus i minus, plus i minus
 Czy to plus czy to minus był
 Plus i minus, to jedyne co widzę"

Czekamy na wyniki biopsji, dopiero będą dziś po południu. Mam nadzieję, że będą dobre, chociaż trudno mi odpychać te gorsze myśli. Staram się zagłuszyć myśli, że może być coś nie tak, mimo wszystko one gdzieś tam się pojawiają. Nie! nie jestem twardzielem bez uczuć. Na zewnątrz niby ok, nie myślę a gdzieś tam w środku odbija mi się to echem.
Myślenie i tak nie wpłynie na wynik, co ma być to będzie a jeśli będzie trzeba leczyć to wtedy będziemy się martwić i leczyć. W najlepszym wypadku pewnie zostanie przepisany antybiotyk...

Prawdę mówiąc nie myślałem o tym wszystkim do wczoraj, tylko jak tu nie myśleć kiedy miejsce na skórze zrobiło się czerwone, wpadające w odcień brązu, na kształt plamy, a jeszcze jak człowiek zacznie przeglądać internet to włos na głowie się jeży.

niedziela, 08 kwietnia 2012
Wielkanocny bałwan

Wielkanocny bałwan?, czemu nie. Podnoszę rano rolety i co widzę?, śnieg!, całe mnóstwo śniegu!. Pierwsza myśl, fajnie mamy Wielkanoc, święta które kojarzą się z radością, zielenią z kwitnącą roślinnością a tu widok jak w święta bożego narodzenia. Nie ma zieleni, jest radość i jest śnieg.
Oczywiście bałwana nie lepiliśmy ale o spacerze też mogliśmy pomarzyć, bo pogoda zimowa a nawet kiedy wyszyło słońce było piękne za oknem.
Nie ma wiosny ale jest radość, radość z tego, że spędzamy te święta w miarę normalnie, że Adam płacze mniej, dużo mniej. Czy nie za wcześnie będzie jeśli napiszę, że to kolejny duży skok?. Na razie czekamy i trochę mamy obawy, że to wszystko zaraz pryśnie i znów będzie tak jak jeszcze nie tak dawno temu.

Adam wchodzi w nowy okres. Okres w którym jest Mama, jest Tata i kilka osób które poznaje a reszty się zaczyna się bać lub czuje się niepewnie.
Dziec jednych z dziadków widzi trochę mniej i dziś musiał się nieźle wystraszyć, bał się "obcych"?.

Tak było rano na parkingu.

sobota, 07 kwietnia 2012
Wszystkiego dobrego na te święta
Zdrowych, spokojnych świąt. Rodzinnej atmosfery i spokoju na każdy kolejny dzień, tego życzę wszystkim a sobie życzę tego aby ten stan względnego spokoju trwał...
Oczywiście odpukuje w niemalowane aby nie zapeszyć, ale gdyby tak było dalej to naprawdę mielibyśmy powód do uśmiechu!.

Mały żołnierz
Tak jak przewidywaliśmy, wygląda na to że na święta będziemy mieć w domu małego żołnierza. Wczoraj wieczorem ku zaskoczeniu wszystkich obecnych, Adam próbował się swoich sił w czołganiu się. Może jeszcze powoli ale wytrwale wyciągając raz prawą raz lewą rękę i pomagając sobie nogami.
Widać, że rehabilitacja dużo pomaga, praktycznie po każdej wizycie Adam nabywa nowe umiejętności.
No to mamy małego żołnierza :) i trzeba szybko kupić zaślepki do gniazdek.
środa, 04 kwietnia 2012
Nieostrożny pan doktor

Wyniki biopsji dopiero 13 kwietnia, akurat trzynasty wypada w piątek ale my nie jesteśmy przesądni, piątek dzień jak każdy inny. Puki co staram się nie myśleć a nawet jak myślę to szybko oddalam je, niestety bez wyniku możemy sobie tylko gdybać, tylko po co?. Jeśli trzeba będzie leczyć to będziemy leczyć.
Wracając zadzwonił do A. telefon, okazało się, że dzwonili z rejestracji, konieczne jest dodatkowe badanie krwi i A. ma natychmiast wrócić. Nawet nie chce mi się pisać jakie w tej chwili myśli pojawiły się moje głowie a wyobraźnia zaczęła pracować, że pewnie już coś wiedzą a badanie z krwi potrzebne jest, żeby się upewnić.
Wróciliśmy, na miejscu dowiedzieliśmy się co się stało, nieostrożny pan doktor robiący biopsję zakuł się skażoną igłą!. Konieczne jest pobranie krwi w celu badań między innymi na HIV i żółtaczkę. Oczywiście takie przypadki nie zdarzają się za często, a pan doktor postawił na nogi praktycznie cała przychodnie. Potem okazało się, że krwi nie możemy oddać w miejscu w którym była robiona biopsja tylko musimy podjechać inne miejsce, ale to zdecydowanie lepiej niż pan doktor, który to musiał osobiście udać się na pobranie krwi do szpitala zakaźnego.
W sumie nie chciałbym bym być na miejscu doktorka, bo my wiemy, że nic z tych rzeczy nie ma ale on tego nie wie i niecierpliwością oczekuje na wynik.

Cieszy mnie to, że zarówno onkologa jak i biopsję, udało się załatwić bardzo szybko i to w ramach NFZ. W czwartek USG (prywatnie), w poniedziałek wizyta u onkologa a w środę robiona biopsja.


Z innych spraw, to dzieć (odpukać) robi się coraz fajniejszy i grzeczniejszy. Wczoraj nawet udało nam się udać na wyprawę autobusem!. Chociaż były chwilę, nerwów bo przed samym wejściem do autobusu strasznie się rozpłakał. Wizja jazdy w pełnym autobusie z krzyczącym Adasiem, który nie daje się uspokoić , na pewno nie nastrajała nas pozytywnie. Na szczęście dzieć cała drogę siedział na kolanach i patrzył się na ludzi.
Jednak była chwila zwątpienia, no ale co mieliśmy zrobić?, wzywać taksówkę bo Adam płacze>?. Jakoś do domu, trzeba było wrócić, ale na szczęcie odbyło się to w miarę gładko, pomijać fakt ścisku w autobusie.
Jeszcze tylko wspomnę, że aby dostać się do autobusu poszliśmy na pierwszy przystanek (pętle) bo potem już nie było by szans!. Ludzie ściśnięci jak śledzie w beczce.

piątek, 30 marca 2012
Myślami daleko... jaki wynik da biopsja?
Myślami jestem daleko, trudno nie zastawiać mi się co dalej będzie. A. po wczorajszym USG ma skierowanie na natychmiastową biopsję, według osoby robiącej USG nie ma to znamion rakowych ale mimo wszystko musi być zrobiona biopsja i konieczna jest wizyta u onkologa.
Wizyta u onkologa dopiero w poniedziałek a biopsja pewnie za tydzień, chociaż moglibyśmy zrobić już dziś za 250 zł prywatnie, jednak to dosyć sporo pieniędzy ale czy wytrzymamy weekend na zastawianiu się co to za cholerstwo?.
Kiedyś jak nie było dziecka, może wszystko było prostsze, człowiek nie zastawiał się co dalej, jednak patrząc z perspektywy tamtego czasu to również nie było łatwo.
Staram się oddalić myśli te złe, ale one wracają jak bumerang, puki co nie ma wyjścia trzeba czekać i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze
.
czwartek, 29 marca 2012
Logopeda
Wizyt absurdalnych u "lekrzy" ciąg dalszy. Dziś na tapecie Logopeda. Wizyta z Adamem w ramach kompleksowego badania w Ośrodku Wczesnej Interwencji i Wspomagania Ruchu.
Kolejna wizyta po której wychodzimy z niesmakiem, głupim uśmiechem na ustach, ale tym razem z obietnicą "nigdy więcej!".
W zasadzie nie wiązłem jakiś nadziei z dzisiejszą wizyta, bo co może nam pomoc logopeda w płaczu Adama. Poszliśmy tam, żeby mieć czyste sumienie, że zrobiliśmy wszystko co tylko jest możliwe.
Pod koniec wizyty, hamowałem się, żeby po prostu nie wyjść. Zdecydowanie jestem za grzeczny. Doczekaliśmy do końca wizyty i jak się okazało oboje mieliśmy takie same odczucia. Pani Logopeda, zupełnie nie słuchała co się do niej mówi, zerowe zrozumienie "pacienta". Kiedy powiedzieliśmy że Adam ma już prawie 8 miesięcy, on za chwilę, że jest w wieku 5 miesięcy. Mówiliśmy, że Adam praktycznie od samego początku odrzucił smoczek, ona za chwilę, że mamy kupić smoczek zgięty.
Pytam się po co ?, po to, żeby leżał kolejny smoczek w naszej kolekcji. Adam naprawdę nie chce smoczka i co mam mu wpychać na siłę po pani logopeda tak zaleciła?.
Mówimy, że jest karmiony piersią i dostaje inne rzeczy łyżeczka, ona że mamy odstawić butlę! i przejść na karmienie łyżeczka. Normalnie jak w czeskim filmie, mam wrażenie, ze nadawaliśmy zupełnie na innych falach.
Mamy wyrzucić łyżeczki inne niż metalowe, bo ma dostawać jedzenie tylko z metalowej łyżeczki !?.
Szlag mnie trafia, bo wizyta nie wniosła niczego nowego a tylko zmarnowaliśmy czas.
Opowiastki o masowaniu ciała Adasia możemy sobie między bajki włożyć, ciekawe jak mamy to zrobić?. Samo przewijanie Adasia już jest dosyć dużym wyzwaniem, bo ten kręci się na wszystkie możliwe strony.
Fajnie się gada to co w książkach napisali, tylko kuźwa jak to zrobić jak Adam nie uleży spokojnie.
Pani Logopeda z wyglądu nie wiele starsza / młodsza od nas i chyba jeszcze nie ma swoich dzieci. Ciekawe czy takie same rady będzie udzielać kiedy urodzi jej się dziecko, kiedy zrozumie, że wszelkie teorie książkowe nie sprawdzają
się w codziennym życiu.
Swoją drogą, ciekawe czy pani psycholog ze szkoły rodzenia tak dba o swój związek, chodzi do kina i takie tam. Bo fajnie się udziela rad, tyle ze teraz sama ma małe dziecko i dosłownie biegiem udaje się do piekarni po chleb.
wtorek, 27 marca 2012
Skutki zmiany czasu
Nie wiem po co całe to zamieszanie ze zmianą czasu, coraz więcej jest głosów, że więcej z takiej zmiany jest minusów niż plusów. Jakoś nigdy nie odczuwałem zmiany i było mi to w zasadzie obojętnie, jednak teraz jest inaczej. Organizm buntuje się przed rannym wstawaniem bo jak tu wstawać kiedy dzwoni budzik o 5:15 (w czasie zimowym jest dopiero 4:15, czyli środek nocy!). Organizm nie zna się na zegarku, pozostaje tylko przeczekać ten czas, za to nagrodą będą coraz dłużej dni i miejmy nadzieję, że coraz cieplejsze.
poniedziałek, 26 marca 2012
Łapiemy oddech
Łapiemy oddech, weekend pozwolił nam trochę odpocząć od płaczu, owszem za dobrze wybyło, gdyby go nie było ale mimo wszystko był to jeden z lepszych weekendów w ostatnim czasie. Nasz dziec więcej zajmował się sobą, na spacerze popatrzył i zasypiał, gada w sobie znanym języku i ogólnie był pogodny. W nocy też w miarę przesypiał, co pozwoliło nam na trochę odpoczynku.
Jako, że w sobotę musiałem pozałatwiać różne sprawy dziec wraz z mamusia dziecia został zabrany
"na wycieczkę". Trzeba przyznać, że szokiem było to jak w sklepie się patrzył w koło, fakt był trzymany na rękach bo wózek niestety nie zmieścił się tym razem do samochodu. Mimo wszystko, stres pozostaje czy się nie rozpłacze, czy nie będziemy musieli uciekać ze sklepu. Czy pozałatwiamy wszystkie sprawy.
Ogólnie weekend bardzo pozytywny. Tak sobie myślę, czy czasem ostatni czas to nie był tzw. "skok rozwojowy"?, bo jesteśmy w szoku, jak zmienia się nasze dziecko i ile nowych rzeczy pokazuje.
Ciekawe co przyniesie dzisiejszy dzień?, czy weekendowe łapanie oddechu będzie trwało nadal.
sobota, 17 marca 2012
Krótkowzroczność niektórych zabija myślenie

Pogoda naprawdę wiosenna, ciepło. Idziemy z dzieciem naszym na spacer, w zasadzie próbujemy iść bo spaceru to raczej nie przypominało.
Nasz dzieć płacze... płacze bo jest zmęczony ale oczywiście nie uśnie i spirala się nakręca. Płacz zamienia się w krzyk.
Mijamy na swojej drodze dwa mohery, po wyminięciu słyszę za plecami komentarze, mówię do A.
"jeszcze jeden komentarz usłyszę i kurwa powiem co o tym myślę", po kilku krokach słyszę komentarz"
"Dlaczego te dziecko tak płacze, czy nie można dać mu smoczka". Na nieszczęście lub szczęście usłyszałem wypowiedziany komentarz. Nie wytrzymałem!. Odwróciłem się i dostadnie dostanie powiedziałem
"Dziecko nie toleruje smoczka i zawsze tak płacze przy zasypianiu", na to odpowiedz: "bo nam się tak serce kraje od tego płaczu", odpowiedziałem, nam też!!. Nie wiem dlaczego się hamowałem, żeby nie puścić wiązanki w kierunku tych babsztylów.
Dlaczego ludzie są tak krótkowzroczni?, dlaczego nie potrafią włączyć myślenie. Dziecko płacze, ale nic mu nie jest a rodzice nie reagują bo wiedzą, że dziecko płacze (krzyczy) bo nie może zasnąć a każda reakcja, w tym noszenie na rękach tylko pogarsza sprawę.
Mam dosyć ludzi którzy udzielają dobrych rad!, którzy myślą, że wszystko wiedzą najlepiej!.
Jeszcze raz usłyszę jakieś komentarze czy dobre rady pod adresem mojego dziecka to przysięgam nie będę się hamował, od razu pójdzie wiązanka z mojej strony.
Czy ludzie myślą, że spacer z krzyczącym dzieckiem to dla nas przyjemność?, Dlaczego myślą, że skoro rodzice nie reagują to na pewno coś jest nie tak?, a my jesteśmy bez uczuć i pozwalamy dziecku krzyczeć.
Jesteśmy tym zmęczeni oboje!, nie możemy normalnie nigdzie wyjść bo człowiek idzie w stresie czy nie będzie wrzasku i tych spojrzeń ludzi, tych durnych komentarzy.
Dlaczego trafił nam się wyjątkowy model?, model taki ze nawet człowiek nie może nigdzie wyjść. Przecież ludzie z dziećmi chodzą po centrach handlowych, wychodzą na normalny rodzinny spacer a dzieci mimo to są spokojne.

No cóż dziś puszczają mi nerwy.

Po południu zadzwonił telefon, Pan przestawił się, że jest z firmy X i przejął ten numer od pana Y, teraz on będzie naszym doradzą finansowym bo ban Y już nie pracuje. Pan bardzo nalegał na spotkanie, ale powiedziałem, że ja nie widzę sensu takiego spotkania. Wkurzył mnie totalnie, kiedy 3 razy stanowczo powiedziałem, że nie potrzebuje się spotkać a on dalej nalegał i jak katarynka swoje. Rzuciłem słuchawką bo skoro ktoś nie potrafi zrozumieć, tylko jak mantra powtarza wyuczone formułki to rozmowa z taką osobą nie ma sensu.
Przyznaje się, chociaż trochę się wyładowałem. Wystarczy, że kiedyś tam byłem zbyt mało asertywny i zgodziłem się na rozmowę z takim doradzą finansowym, bo było to znajomy, znajomego.
I przychodzi taki człowieczek doradzać człowiekowi w sprawach finansowych, nie wiele mając pojęcia o nich i nie dysponując zasobnym portfelem. Poprzedni doradca finansowy przyjechał na nasza wieś autobusem (bo biedaczek nie dorobił się jeszcze samochodu). Znam też takiego jednego, który na całym tym doradzaniu wyszedł jak Zabłocki na mydle, nawet dokładając do interesu.